sobota, 2 kwietnia 2011

Rozdział 2.

Oczami Louise
-Kto jest u was? - szepnęłam zasłaniając się gazetą
-Bieebs. - mruknęła
-Pff...
Weszłyśmy do środka, w salonie rzeczywiście siedział Justin ze swoją mamą, Pattie i mama Carrie zawzięcie o czymś gadały, a biedny Bieberek wyglądał na znudzonego. Właściwie to dziwne, że jeździ z mamą na ploteczki.
-O, Carrie! Louise! Już jesteście. Zabierzcie Justinka do swojego pokoju...
-Mamy mu pokazać swoje zabawki? - odpaliła Carrie. Bieber zarzucił włosami i wyszczerzył zęby.
-Bieber, słoneczko. Ściąłeś kudły ze trzy tygodnie temu.
-Ja to mam w genach, mała. - Szepnął
-No, jakoś go zajmijcie. - uśmiechnęła się perliście, a Bieebs jak zwykle łobuzersko. Wywróciłam oczmi i w trójkę ruszyliśmy do pokoju Carrie.
-To jakie masz zabawki? - spytał w progu Justin
-Dużo. Pograj sobie na Xboxie i daj nam święty spokój. - odparła chłodno i wcisnęła mu w rękę joystick.
-Dobrze, już dobrze! - uniósł ręce w obronnym geście - Nie bulwersuj się tak, bo ci przecieknie. - zaśmiał się. Carrie spojrzała na niego z dziwną miną, która był czymś po między zdziwieniem, a przerażeniem.
-Mówisz jak Christian.- stwierdziła po chwili namysłu
-Haha, on ma na mnie zły wpływ. - uśmiechnął się, on z resztą prawie cały czas się uśmiecha i zaczyna mi to działać na nerwy. - Z resztą przecież go lubisz.
-Och, zamknij się już! - wrzasnęła i rzuciła w niego, tym co miała pod ręką, czyli szczotką do włosów.
-Au! - złapał się za policzek. - Jak na piszę za ćwierkaczu! To popamiętasz!
-Ojoj! Będę pierwsza! - wyciągnęła Iphona
-A ile ty masz followersów niby co?
-Pff! - tupnęła nogą - Śmieszy mnie twoje osiem milionów!
-Moje osiem milionów cię znienawidzi. Chciałaś mnie zabić. - wyciągnął swój telefon i zaczął wstukiwać wiadomość.- Małpa, ce, a, er, er, i, e, s, o, l, d chciała mnie zabić. Rzuciła we mnie szczotką. To nie żart ona jest niebezpieczna. - Mruczał pod nosem, a my gapiłyśmy się jak ostatnie ciołki.
-TWEET! - krzyknąl i walnął w ekran - Bahaha złooo. - zaśmiał się diabolicznie
-Ty świnio! - wrz-asnęłam
-Zamknij dupsko! - Rzucił Justin i wrócił do kłótni z Carrie. Jako, że zaczynało mnie to nudzić walnęłam się na wodne wyro i odetchnęłam głęboko. Napisałam krótkiego esa do Dave'a i zaczęłam przysłuchiwać się się Justinowi i Carrie. Brzmiało to mniej więcej tak:
-Christian i Carrie - zakochana para!
-Zamknij sie!-tu Carrie rzucała w Bieebsa jakimś małym przedmiotem, a potem Justin groził jej ćwierkaczem i ośmioma milionami. I tak w kółko. Zaczęło mnie to wszystko nudzić jak nie wiem.
Oczami Kristen
Po jakiś piętnastu minutach potwornie nudnej imprezy wylądowałam między dwoma blondynami na sofie ze szklanką soku pomarańczowego. Jedna z nich zagadała:
-Hej, jak tam?
-Eee... spoko.
-Całowałaś się kiedyś na kanapie? - O_o
-Że kurna co?
-A nie, tak pytam. Wyglądasz jak lesbijka.  - odparła. Wkurzona wstałam i podeszłam do stojącego niedaleko Keth'a.
-Czy ja wyglądam na lesbę? - był nie mniej zaskoczony niż ja przed chwilą.
-Nie. A co?
-Ona mi tak powiedziała. - wskazałam kciukiem na blondynę
-Ona jest lesbą. - już się uspokoił i wrócił do bawienia się guzikiem od swetra.
-Serio?! - nigdy nie spotkałam nikogo odmiennej orientacji w naszym Greenboro.
-No. - przytaknął
-Ale że z dziewczynami? - chciałam się upewnić
-No, a co lesbijki to niby z krowami?
-Hmm...a lesbijki-krowy?
-No. Może.
-Zawsze zaczynasz wypowiedź od "no"?
-No. po tacie tak mam.
-Acha. - nastała krępująca cisza poprzedzona idiotyczną rozmową. Z opresji wybawił mnie telefon. A raczej SMS.
"przyjerzdzaj jak najszybciej do domu anetha:"
-Słuchaj muszę spadać. Piłeś? Podrzucił byś mnie?
-No, nie piłem.
-Chodź! Szybko! - pociągnęłam go za sobą. Po chwili byliśmy po drzwiami.
-Mieszkasz tu? - spytał niepewnie
-Tak. - Pokiwałam energicznie i poczułam, jak łzy zbierają mi się w gardle -  Masz z tym problem?
-Nie. To jest... interesujące.
-Niezwykle. Muszę iść. - pokiwałam głową  - Nie powiedziałeś "no" - uśmiechnęłam się
-No, rzeczywiście.
15 minut później
W końcu, stało się. Znaleźli go.
Parę dni temu, babcia zadzwoniła, że znalazła stary pamiętnik mamy z roku, w którym zaszła ze mną w ciążę. I się zaczęło... Zaczęli szukać mojego ojca. I niestety, albo i stety znaleźli. W Atlancie. Właściwie, to nie wiem czemu w ogóle musieli go szukać. Jestem licealnym dzieckiem. Babcia powinna wiedzieć z kim mama mnie zrobiła, nie? Nie rozumiem tego świata. Mam ojca i to jest najdziwniejsze. Jakiś koleś po trzydziestce właśnie dowiedział się, że ma córkę. Niespodzianka! Przyjeżdżam za tydzień!
Oczami Justina
Jedno było pewne. Carrie była wściekła. Była wściekła jak... nie wiem... zmokła kura. Wypadła na balkon i zaraz tego pożałowała. Te wstrętne ptaszyska padlinożerne   zwane paparazzi oślepiły ją fleszami. Ze łzami w oczach wskoczyła niemal do pokoju i wrzasnęła:
-Mam tego dosyć! Nie mogę wyjść na własny balkon. Zostawcie mnie w spokoju.
-Pojedziemy do Dave'a.Jakby co dzwoń. - zadecydowałem i skinąłem na Louise. Wybiegliśmy tylnym wyjściem i ze śmiechem wpadliśmy do samochodu.
-Kładź się z tyłu. Chcę dożyć do Gwiazdki.
-Spoko - odparła i walnęła się na tylną kanapę, przykrywając się kurtką mojej Ariany. Zostawiła kurtkę. Trzeba będzie oddać. Właściwie, kto to jest Ariana? Ariana, proszę państwa, to moja prawiedziewczyna. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Co u Ariany? - usłyszałem spod kurtki
-Spoko.
-Spytaj to twoje dziewczę jakich perfum używa.
-Jak nie zapomnę. - zgodziłem się
-Masz nie zapomnieć.
-Bo co?
-Bo jej powiem.
-Co ty jej znowu do cholery masz do powiedzenia.
-Coś wymyślę. Nie wiem... przespałeś się z Rihanną, całowałeś z Miley Cyrus. Cokolwiek. - mruknęła
-Jesteś podła. - zaśmiałem się cicho
- Tak, wiem. Daleko jeszcze?
-Troszkę. Wiesz, co?
-Co? Ariana cię zdradza?
-Nie, a w ogóle dlaczego jej tak nie lubisz?Cały czas na nią gadasz.
-Jedno słowo: Dziwka. A co zacząłeś mówić?
-Ariana nie zaprosiła mnie na premierę swojej płyty.
-Och, co za ból.
-Przestań, to na serio przykre.
-Wiem. Powinieneś znaleźć sobie normalną dziewczynę. Od kiedy zrobiłeś tą cholerną karierę nie zwracasz uwagi nawet na pomponiary. Jeżeli nie napisał o nich Perez Hilton.
-Serio? - zdziwiłem się
-Serio.  - wyszła spod kurtki. - Ruby próbowała do ciebie zagadać czternaście razy. CZTERNAŚCIE!
-Uuu, sporo.
-No. Sporo. A ty nawet pewnie nie wiesz kto to Ruby.
-Wiele lasek do mnie zarywa. - usmiechnąłem się
-Ruby siedzi z tobą na biologii.
-Nie, jakoś nie kojarze.... a nie! Taka blondynka, z takim o tu - dotknąłem grzywki
-Ma rude włosy ale spoko. Ogarnij się Bieber. - parsknęła i nakryła się kurtką. Cholera, może ma racje? Przestałem zwracać uwagę na 'normalne' dziewczny? Nie możliwe... A Ariana? Dziwką? Nie zbyt mi się to podoba.
-Louise?
-Co ty wstrętny wypomadowany nieczuły manekinie ze sklepu z lakierem do włosów?
-Jakbyś zauważyła jakąś dziewczynę, która... no wiesz, to daj mi znać.
-Spoko, ale mi przykro że aż tak się stoczyłeś, żeby nie zauważyć fajnej laski, której się podobasz. Jeżeli nie ma jej u Pereza.
-Dzięki, nie ma to jak przyjaciółka od srajmajtek.
-Święte słowa.